Bristol kolejną brytyjską marką, która padła łupem Chińczyków - informuje serwis China Car Times. Ten niewielki producent samochodów sportowych ...
Niemiecki producent co jakiś czas „odgrzewa” swój flagowy model, wprowadzając na rynek kolejne edycje specjalne. Najnowsza odsłona 911 została ...
Trójka z dachem lub bez
Zaczął się maj – miesiąc wyjazdów i wycieczek. Najlepszy czas, aby przypomnieć o aucie, które pasowałoby idealnie do tej pory roku. Mowa tutaj o modelu BMW serii 3 cabrio, który miał ze mną przyjemność w mroźne, listopadowe dni…
Usłyszawszy, że kolejnym autem, które dostanę od BMW, będzie model 330d, bardzo się ucieszyłem (uwielbiam ten silnik), lecz niestety zaniepokoiła mnie drobna rzecz. Początkowo myślałem, że się przesłyszałem, ale usłyszałem bezbłędnie – model 330d… cabrio. Trochę nie w czas, bo na dworze zrobiło się bardzo zimno i raczej jazda bez dachu byłaby niemożliwa. Zostałem jednak zapewniony, że jest to wersja na każdą porę roku, ponieważ posiada tak zwany twardy dach – hardtop. Mimo wszystko po długich negocjacjach zostałem uproszony, abym nim trochę pojeździł:)
Mniej więcej wiedziałem, jak będzie wyglądać wersja testowa, bo gdzieś wcześniej miałem okazję ją zobaczyć. Cabrio z „kapturkiem” prezentuje się bardzo dobrze, typowe dla BMW ringi, odświeżone tylne światła (wykonane w technologii LED). Jak przystało na cabrio/coupé, kierowca widoczny bardziej niż całe auto. Mając taki samochód, mimo szczerych chęci trudno nie wyglądać choć trochę jak szpaner. Obojętne jak skromna osoba wsiądzie na miejsce kierowcy, będzie miała takie wrażenie. Potęguje je fakt, że kierowca jest widoczny z praktycznie każdej strony – przy zamkniętym dachu. Zero prywatności.
Termin testu nieszczęśliwie nałożył się na kilka dni nieprzerwanego deszczu. Modliłem się, aby choć na chwilę przestało padać, lecz niestety moja modlitwa okazała się nieskuteczna. Jedynym miejscem, gdzie mogłem się pobawić kabrioletem, był podziemny parking. Poczułem wiatr (cuchnące powietrze z fastfoodowych knajp) we włosach, ale i tak mi się podobałoJ. Gdy złożymy dach, nie można mówić o szpanowaniu – jazda bez dachu nad głową jest super i chyba zawsze będzie. Sama procedura składania i rozkładania jest równie imponująca, co otwierane do góry drzwi w SLS AMG.
We wnętrzu trójki strasznie denerwował mnie brak miejsca na moje kolana. Obojętnie jak ustawiłem fotel, brakowało mi kilku centymetrów z prawej strony na kolano. To chyba akcent rodem ze sportowych aut, w których ciasnota jest komfortem. Poza tym małym szczegółem biały środek wygląda rewelacyjnie i jest taki sam jak we wszystkich nowych modelach BMW. Kierownica jest mała i gruba, dzięki temu miło ją trzymać obiema dłońmi. Wszystkie przełączniki, kontrolki są na wyciągnięcie ręki. O ile pasażerowie z przodu cieszą się wszechobecnym komfortem i wygodą, to pasażerowie z tyłu (o ile w ogóle się zmieszczą) będą narzekać na brak miejsca. Można też założyć jazdę w cztery osoby, o ile będą to bardzo małe osoby – wówczas komfort będą mieli zarówno ci z przodu, jak i ci z tyłu. Można również jechać w cztery „większe” osoby, niestety wówczas nikt nie będzie mógł się cieszyć z wygody. Tylna kanapa pełni funkcję awaryjną lub funkcję… podnóżka znaną z amerykańskich filmów (te często prezentują grupy nastolatków podjeżdżające pełnym lansem pod szkołę kabrioletami, których pasażerowie z tyłu siedzą na bagażniku, trzymając nogi na kanapie).
Poprzedni trzylitrowy silnik Diesla od BMW uzyskiwał 231 KM, przy obecności dwóch turbin. Odświeżony motor ma większą moc, która jest uzyskiwana dzięki jednej turbinie. Sekret jest w czymś, co nazywa się: „elektrycznie sterowana geometria turbiny”.
Nowa jednostka – 245 KM i ponad pół tysiąca niutonometrów są dostępne już w zakresie od 1 750 do 3 000 obrotów na minutę. Gdy nabieramy prędkości i obroty są wyższe niż przy normalnym ruszaniu ze świateł, towarzyszący temu dźwięk silnika i wydechu nie przypomina diesla. Zdecydowanie słyszalny jest benzynowy pomruk, który bardzo mi się spodobał. Setkę auto osiąga po 6,5 sekundy. Później do 160–170 przyśpiesza również całkiem żwawo, jednak gdy wskazówka jest na około 168 km/h, auto sprawia wrażenie, że dopiero chciałoby zacząć przyśpieszać, czuć wyczuwalny kopniak mocy, który uaktywnia się nie wiadomo skąd. Nie udało mi się sprawdzić maksymalnej prędkości, ponieważ – jak już nieraz wspominałem – ciągle padało. Za zmianę biegów jest odpowiedzialny sześciobiegowy Steptronic, który czasami w trybie „D” powinien nieco szybciej reagować na naciski pedału gazu. Na szczęście jest tryb manualny oraz sportowy.
Taki filmik:) – doskonale słychać brzmienie silnika.
W dniu, kiedy odbierałem auto, musiałem być o 12.00 w Łodzi. O godzinie 10.00 wyjeżdżałem już z Warszawy i – mimo zapewnień Mr. X z BMW Polska, że tym samochodem na pewno zdążę – nie udało mi się. Nie była to wina auta, a po części pewnie moja, bo mogłem wybrać inną drogę niż tę przez Stryków i Sochaczew. Korki, korki i tak cały czas. Ledwo się zdążyłem wygodnie usadowić, a już po zaledwie 3,5 godziny zrobiłem około 135 kilometrów. W takich warunkach jazdy przez cały ten czas zdążyłem powkładać wszystkie swoje rzeczy do schowków, kieszonek, podłokietników, tak jak w swoim aucie – chciałem poczuć się domowo.
Jak już pisałem, przez cały okres testu padało. Okropna nuda, nie można zdjąć dachu, wszyscy jeździli ospali. Jedynym urozmaiceniem oprócz radia w bmw był tylny napęd i wysoki moment obrotowy. Odłączając chociaż częściowo kontrolę trakcji, można było się pobawić i rozweselić w ten (jakże przykry i brzydki!) okres pogodowy. Auto bardzo łatwo prowadzi się w poślizgu. Jedzie dokładnie tak, jak życzy sobie tego kierowca.
Niestety, nie będę się rozpisywał o mojej amatorce, bo się jeszcze wyda, gdzie się zgubił bieżnik na nowych zimówkach.
Podczas tych kilku deszczowych dni auto średnio spaliło od 8 do 9 litrów oleju napędowego. W zasadzie było kilka takich momentów, kiedy powstrzymywałem się od szaleńczych sprintów i wyprzedzeń. Udało mi się wówczas w trasie spalać jakieś 7,9 do 8,3 litra. Gdy zaś noga się trochę zmęczyła lub dziury nie pozwalały na użycie tempomatu, stopa była cięższa i na takiej samej trasie można było uzyskać wynik powyżej 9,8 litra na setkę.
Jestem bardzo zadowolony z tego modelu. Mimo niewielkich wad, jak brak miejsca na kolano, brak miejsca dla pasażerów z tyłu, auto zasługuje na szczególne miejsce w garażu bogatej rodziny. Bogatej dlatego, że za wersję taką, jaką widać na zdjęciach, trzeba zapłacić prawie 320 tysięcy złotych. Na rynku wtórnym auto bardzo szybko traci na wartości, a zainteresowani używanym modelem mogą znaleźć całkiem niezłe okazje.
Cena wersji testowanej: 318 703,88 PLN
Cena wersji podstawowej: 242 000,47 PLN
Bartłomiej Perzyński
Koncepcja powstania tego samochodu zrodziła się w głowach inżynierów, którzy myśleli głównie ...
Wyobraź sobie, że jesteś pracownikiem dobrze prosperującej firmy. Ubiegły rok był dla Was mocno ...
W swoim ostatnim teście opisywałem Dacię Duster – całkiem tani, ale naprawdę porządny samochód ...
Passat na dobre wpisał się w wizerunek polskich ulic. Od momentu pojawienia się wersji B5, która ...





faktycznie silnik chodzi jak benzyniak:D Na allegro jest kilka sztuk za mniej niz 100 tysiecy. Nie kupilbym nowego, nie oplaca sie! troche malo tych testow piszesz, ale sa coraz ciekawsze
Widze że redakcja się specjalizuje w autach marek premium
4 testy i wszystkie 4 o autach prestiżowych marek. Moim zdaniem przydałoby się też coś „dla ludu”, np Citroen, Renault, Opel, VW, Toyotka czy inne popularne marki. Nie każdego stać w końcu na samochody tych drogich, prestiżowych producentów. Te testy się dobrze czyta, ale jak się idzie do salonu to raczej w gre wchodzą tańsze wózki