Już od kilku dni po internecie krążą plotki o nowym modelu Ferrari, który będzie najprawdopodobniej następcą modelu 612 Scaglietti. Dzięki pracy ...
5 listopada Lamborghini niestety oficjalne pożegnała model Murcielago, ostatni egzemplarz numerem 4099 trafił do szczęśliwego klienta ze Szwajcarii. Model ...
Lexus IS 250 F-Sport
Zdążyliśmy przyzwyczaić się do obecności serii IS na polskich drogach. Jest to chyba najbardziej rozpoznawalna i popularna seria japońskiego producenta u nas w kraju. Rzadziej spotkać można na ulicy kultowy model ISF, który wygląda jak rasowy samochód wyścigowy i straszy brzmieniem silnika. Lexus postanowił wprowadzić kolejny model, który jest czymś w rodzaju modelu zastępczego dla kogoś, kto chciałby mieć ISF-a, a niestety go nie stać – mianowicie model o oznaczeniu IS 250 F-Sport.
Zanim miałem okazję zobaczyć model na żywo, widziałem go na zdjęciach w Internecie, lecz fotografie nie wzbudzały we mnie większych emocji – auto wyglądało dość niewinnie. Jednak w chwili, gdy nacisnąłem przycisk otwierający samochód, aby odnaleźć pojazd na ciemnym parkingu, zapaliły się światła od auta, które dały mi do myślenia, że otrzymałem omyłkowo złe kluczyki do modelu ISF… Niestety (w tej chwili myślałem, że spędzę czas z 430 KM), łudząco podobny grill, jak i znaczek „F” z boku samochodu, przypominały tylko rasowego ściganta. Na szczęście złe wrażenie za chwilę zniknęło. Po dokładniejszym zapoznaniu się z nadwoziem byłem wręcz zakochany w sylwetce, kolorze i felgach; jednym słowem – drapieżny sedan, który odróżnia się od innych aut w swojej klasie niebanalnym i wyjątkowym wyglądem. Kolor – biała perła – wygląda rewelacyjnie, o wiele lepiej niż w przypadku czarnego lub jakiegokolwiek innego. Na białym lakierze linia nadwozia jest bardziej wyrazista, a samochód nabiera prestiżu. Osiemnastocalowe, 15-ramienne felgi nadają charakter całej bryle auta, a dwie rury wydechowe świadczą o potencjalnie mocnym silniku. Od zwykłej wersji IS, testowany model odróżnia jeszcze niewielki spojler, który dodaje jeszcze trochę „Sport” do całości.
W środku nie znalazłem białej skóry, która była mi znana z innych wersji Lexusa. Tym razem wnętrze zostało wykończone w kolorze czerni, i to zarówno, jeśli mówimy o fotelach, jak i podsufitce. Taki zabieg również przypisuję nutkę agresji i wrażenia, że siedzimy w aucie, które jest wyjątkowe. Głębokie, profilowane na sportowo fotele są jednymi z najwygodniejszych, na których miałem okazję siedzieć. Nie chcę, aby posądzono mnie o zbytnie chwalenie siedziska, lecz przejechałem tym autem ponad 1 400 km i ani razu nie narzekałem, że mi niewygodnie, że plecy bolą… nic, zero wad. Podłokietnik jest bardzo wygodny, możemy się wręcz położyć na prawym ramieniu. Szybko dobrałem najlepszą pozycję za kierownicą, chwilę zastanowiłem się znów, czy czasem nie dostałem omyłkowo ISF, gdyż na kierownicy ujrzałem kolejne logo „F” + łopatki do zmiany biegów, a pedały mieniły się blaskiem aluminium.
Brak fabrycznego systemu nawigacyjnego odebrał trochę smaku z wnętrza auta, lecz nie było to tak drażniące jak np. w przypadku Mercedesa klasy C, którego deska rozdzielcza, bez nawigacji, przypomina tę znaną z aut o klasę niższych. Tu nadal mieliśmy wrażenie, że mimo braku kilkucalowego wyświetlacza, mamy w miarę bogato wyposażone auto dobrej klasy. W testowanym modelu brakowało również dobrego systemu audio Mark & Levinson. Zastosowano standardowe audio, które nie było już tak przyjemne dla ucha. Całokształt deski prezentował się dobrze, jednak miało się wrażenie, że jedziemy jakąś uboższą wersją jakże luksusowego Lexusa. Szczególnie, jeśli mówimy o desce rozdzielczej przy fotelu pasażera – trochę biednie…
Zegary proste, czytelne i, co ważniejsze, mają swój charakter, nie są ściągnięte z żadnego innego samochodu. W strasznie niewygodnym miejscu został umieszczony panel sterujący szybami i lusterkami. Aby z niego skorzystać, musiałem się odchylić całym ciałem, aby wsunąć lewą rękę nisko na wysokości kolan. Otwieranie szyb było uciążliwe. Na szczęście klimatyzacja działała rewelacyjnie i nie trzeba było zbyt często korzystać z, jakże użytecznego, panelu.
[ nggallery id=12 ]
Wciskam przycisk „Start” i w drogę… W pierwszych chwilach od razu zauważyłem różnicę w zawieszeniu. W porównaniu z podstawową wersją IS zostało ono usztywnione i dostosowane do jazdy sportowej. Jednak jest na tyle neutralne, że przecinanie warszawskich skrzyżowań z większą prędkością nie prowadzi do uderzenia głową w, jakże piękną, czarną podsufitkę. Kolejna zmiana, którą udało mi się zauważyć, to większy opór na kierownicy, czyli sportowy układ kierowniczy. Próbując trochę agresywniejszej jazdy, natychmiast zauważymy, że auto jest przystosowane do szybkich zakrętów, łuków, wyminięć – jest sztywne i szybkie ruchy kierownicą na pewno go nie rozbujają. À propos agresywniejszej jazdy: jak radzi sobie 1 625 kg prowadzone przez 208 km generowane przez silnik V6 z 6-biegową automatyczną skrzynią? Ano radzi sobie przyzwoicie, choć jednostka napędowa na tle konkurencji – mam na myśli np. BMW 320i (170 km) i Audi A4 2.0 TFSI (180 km) – wypada gorzej, jeśli chodzi o osiągi. IS F-Sport do setki potrzebuje 8,4 s, a ww rywale o 0,2 s mniej. Nie jest to wiele, ale zawsze coś. Leksusowa V6 brzmi rewelacyjnie, ma przyjemny dla ucha pomruk. Możecie zobaczyć i usłyszeć na załączonym filmiku, jak przyśpiesza do setki i jaki wydaje przy tym dźwięk.
Sześciobiegowy automat spisuje się rewelacyjnie, zarówno w szybkich sprintach, jak i ekonomicznej, niedzielnej jeździe – biegi przełączają się aksamitnie. Wielu producentów chciałoby, aby ich silniki miały taką skrzynię! Jest również możliwość podrasowania ustawień skrzyni biegów i silnika – po wciśnięciu przycisku PWR. Silnik dłużej trzyma wysokie obroty i staje się bardziej czuły na ruchy naszej prawej stopy, czeka na sygnał, aż pedał gazu zostanie wciśnięty do końca…
Wracając pewnego wieczora z pracy, natknąłem się na jadącego przede mną VW Golfa GTI, który zmieniał jak szalony pasy ruchu i zajeżdżał wszystkim drogę. Jakoś się tak stało, że znaleźliśmy się razem na czerwonym świetle. Szyba w szybę – mimo moich szczerych chęci niezerknięcia na kierowcę (nie wypada w Lexusie patrzeć się na byle VW) – zerknąłem. Kierowca przed trzydziestką, zapatrzony w moje F-logo na bocznych drzwiach, sugerował gestem, żebym dał mu szansę na spróbowanie sił z ISF. Zmieniłem ustawienie skrzyni na sportową, PWR włączone, kontrola trakcji wyłączona. Czerwone, żółte i gaz do dechy…. Faktycznie na starcie wyprzedziłem go o kilka długości auta, do 80 km/h prowadziłem, czułem, że zwyciężę – niestety golf śmignął mi lewym pasem i poszedł dalej, przyśpieszając znacznie szybciej ode mnie. Czułem lekkie zażenowanie, że byle VW był lepszy, gdyż wersja VW GTI ma 200 km, czyli mniej niż F-Sport, niestety jest lżejsze i to zaważyło o wygranej. Naturalnie osobiście nie mam nic do VW, jednak siedząc w Lexusie i sugerując się jego nazwą, można mieć właśnie takie wrażenie, że znajdujemy się w innym świecie, że wszystko, co inne, nie może nam dorównać i to my jesteśmy najlepsi. Tutaj się to nie sprawdziło, a kierowca VW, mam nadzieję, że nie pomyślał o tym, że ma szysze auto od ISF-a, bo to byłoby niemożliwe.
Pasażerowie z tyłu? Hm, to całkiem możliwe. Niestety, na pewno będą narzekać na brak miejsca na nogi. Dłuższe podróże mogą być dla nich męczące, chyba że kierowca, jak i przedni pasażer, są malutcy i nie potrzebują się rozsiadać. Bagażnik jak na tę klasę – 380 litrów nie jest rewelacyjnie duży, jednak na krótkie wyjazdy urlopowe w sam raz.
Spalanie w mieście oscylowało w okolicach 12–13 litrów na sto kilometrów. Gdybyśmy częściej wciskali pedał do końca, wzrośnie do jakichś 14 l. Na trasie spokojnie zejdziemy do 8–9,5 l, a średnie spalanie na długości 1 470 km wyniosło w teście 10,4 l.
Co prawda auto zostało wyposażone w ksenony z doświetlaniem zakrętów, lecz niestety jazda tym autem w nocy z prędkościami powyżej 110 km/h jest praktycznie niemożliwa, jeśli nie włączymy długich świateł. Widoczność jest fatalna i robi się naprawdę niebezpiecznie – problem ten dotyczy większości modeli japońskiego producenta. Klienci Toyoty również narzekają na słabe oświetlenie drogi. Tutaj IS przegrywa w starciu z chociażby serią 3 od BMW. Niemieckie auto ma o wiele lepsze oświetlenie drogi w nocy. Kiedyś nawet podjechałem innym modelem Lexusa do diagnosty, aby wyregulował mi ksenony, niestety się nie dało – mechanik sugerował, że coś jest nie tak, wskazania na pomiarze również nie były odpowiednie.
Czy warto?
Uważam, że jeśli ktoś dysponuje kwotą 200 tys. zł i chce mieć niebanalne i rzucające się w oczy auto, może spokojnie iść do salonu Lexusa. Na ulicy samochód wyróżni się spośród tłumu AUDI i BMW, a ponadto sprawi kierowcy wiele frajdy z jazdy, gdyż prowadzi się znakomicie i ma w sobie to coś, co sprawia, że nie chcemy z niego wysiadać. Biorąc pod uwagę rozsądek i porównanie danych technicznych, IS 250 F-Sport przegrywa z konkurencją, lecz gdy mówimy o radości i zadowoleniu z posiadania takiego samochodu, Lexus wygrywa.
Bartłomiej Perzyński
Koncepcja powstania tego samochodu zrodziła się w głowach inżynierów, którzy myśleli głównie ...
Wyobraź sobie, że jesteś pracownikiem dobrze prosperującej firmy. Ubiegły rok był dla Was mocno ...
W swoim ostatnim teście opisywałem Dacię Duster – całkiem tani, ale naprawdę porządny samochód ...
Passat na dobre wpisał się w wizerunek polskich ulic. Od momentu pojawienia się wersji B5, która ...





Seria F-Sport jest ciekawa, ale moim marzeniem jest Lexus IS-F. To jest cudeńko!
Moim zdaniem Lex trochę podupadł. Tzn. nie ma złych aut, ale inne marki premium ostatnio zalały rynek nowościami (np. Audi, Volvo, Jaguar) i Japończycy nie mają nic konkretnego. GS to historia, IS też podstarzały. Jedynie LS trzyma poziom, ale jest pioruńsko drogi i nie ma szans z 7, S, A8, Panamerą, STS czy XJ.